Zastanawiam się, jak to
możliwe, że facet oświadcza się kobiecie po trzech dniach znajomości, która właściwie
znajomością nie jest, bo poznali się w wirtualnym świecie. Nie widzieli się na
oczy. Ona mogła zamieścić zdjęcie koleżanki, a on też mógł pożyczyć zdjęcie od
kolegi. I nie poznali się wcale na portalu randkowym, poznali się na stronie,
która nie służy nawiązywaniu intymnych relacji, bo ma charakter biznesowy. Facet tak przyśpieszał rozwój
wypadków, że trzeciego dnia ta biedna kobieta uciekła z krzykiem. Taka sytuacja
przydarzyła się osobie z mojego otoczenia.
Czy można zakochać się w
zdjęciu? Bo chyba nie w osobie na nim. Może nam się ona podobać lub wręcz
przeciwnie, ale czy możemy stwierdzić, że pasujemy do siebie i chcemy spędzić
resztę życia razem. Zastanawiam się, czy facet zwariował, postradał wszystkie
zmysły i jest na najlepszej drodze, na której końcu znajduje się zakład zamknięty.
A może ma złe zamiary lub - wręcz przeciwnie - jest infantylny, bo w życiu nie widziałam większych
bredni wypisanych w kilku mailach?
Internet jest pełny psycholi,
to prawda. Nie jestem zwolenniczką odpowiadania na prywatne maile nieznajomym,
ale rozumiem osobę z mojego otoczenia. Czasami wydaje nam się, że akurat
trafiliśmy na kogoś normalnego, któremu akurat wpadliśmy w oko. Poza tym chcemy
usłyszeć piękne słowa, którymi zasypuje nas nieznajomy. To łechcze naszą próżność,
endorfiny poprawiają nam nastrój i wygląd. I wszystko jest w porządku dopóki
jest to niewinny flirt, ale dobry nastrój kończy się w chwili, kiedy rozmowy
schodzą na temat ślubu i bycia razem do końca życia.
Zastanawiam się, skąd tacy
mężczyźni czerpią natchnienie do wypisywania pseudo-poetyckich elaboratów. Czy są
w Internecie takie strony, na których znaleźć można gotowe teksty w dziale
"Podryw", a ci mężczyźni mogą je skopiować i wkleić? Czy nie zdają
sobie sprawy, że takimi rzewnymi opisami, typu "wiatr rozbija się o ląd i skały, i wydaje dźwięki, które brzmią jak pieśń" mogą sprawić, że kobiecie,
której podobało się zdjęcie odejdzie ochota na cokolwiek, dostanie mdłości i w życiu więcej nie sięgnie po
żadną romantyczną powieść? Być może facet traci rozum, ale chyba jakieś resztki
mu w głowie zostały. W tym przypadku po resztkach ani śladu :)
Kiedyś - w dobie przed
Internetem - przytrafiła mi się sytuacja, że kolega na drugiej randce wyznał mi
miłość. Zachowałam się okropnie, bo roześmiałam mu się prosto w twarz. Nie
można przecież stwierdzić po kilku dniach znajomości, że się kogoś kocha.
Strzała Amora? No, proszę, tylko nie to. Amor ze strzałą stoi sobie grzecznie
na Piccadilly Circus w Londynie i pomimo tłumów, które są tam zawsze jeszcze
nikogo nie ustrzelił. Ale przynajmniej mój kolega widział mnie w realu, nie zakochał
się w zdjęciu profilowym w Internecie. Nie jest zatem pensjonariuszem domu
wariatów. Jest, a raczej pewnie był szalonym młodzieńcem, który "brał"
życie pełnymi garściami. Swoją drogą, był "nieprzywoicie" przystojny, więc potem bardzo
żałowałam nieroztropnego zachowania.
Internet bardzo przyśpieszył
zawieranie znajomości na portalach społecznościowych, ale co innego zawrzeć ją,
a co innego ją skonsumować. No, i sieć nas zbliża, sprawia, że jednym
kliknięciem kontaktujemy się z drugą półkulą, ale czy nasze własne półkule (mózgowe)
dobrze pracują i czy mamy kontakt z rzeczywistością. Należałoby o to zapytać
faceta, który oświadczył się kobiecie po trzech dniach mailowania. Jestem
bardzo ciekawa, jak odpowiedziałby na to pytanie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz